Piszecie do mnie o swoich wyzwaniach, za co Wam dziękuję  — i zapewniam Was, nie jesteście w tym sami. Pełnomocnik też człowiek 🙂 Pełnomocnik IP (i nie tylko) to nie tylko zawód. To sposób działania, odpowiedzialność i uważność wobec drugiego człowieka. To również zawód, w którym łatwo wpaść w pułapkę nadmiaru, perfekcjonizmu i przeciążenia.

Dziś dzielę się refleksją o codziennych trudnościach, które dotykają wielu z nas – niezależnie od tego, czy działamy w swojej kancelarii, w ramach współpracy czy in-house.

A jak wyglądać może nasz dzień – zobacz mój wpis 

Masz wiedzieć wszystko. Najlepiej od razu.

Ile razy słyszysz od klienta: „To tylko jedno pytanie…”. Ale za tym jednym pytaniem kryje się cała konstrukcja przepisów, orzecznictwa, wyjątków i ryzyk.

Wyzwaniem jest nie tylko presja czasu, ale też presja pewności. Bo przecież pełnomocnik „musi wiedzieć” – najlepiej od ręki. Ale to przecież niemożliwe, czyż nie? Nie ma nikogo, kto zna odpowiedzi poprawne na wszystkie pytania, nie wyłączając AI 🙂 Aby na niektóre pytania odpowiedzieć, trzeba sprawdzić szczegółowo stan faktyczny i tony akt. 

Między przepisem a człowiekiem

Każda sprawa to nie tylko procedura. To człowiek.
Pełnomocnik często staje się nie tylko doradcą prawnym, ale też wsparciem emocjonalnym:
– dla przedsiębiorcy, który boi się o markę,
– dla twórcy, który nie wie, czy ktoś właśnie nie narusza jego praw,
– dla klienta, który nie rozumie pisma z urzędu, ale czuje, że coś jest nie tak.

Naszym codziennym zadaniem jest tłumaczyć, uspokajać i prowadzić. A to kosztuje – nie tylko czas, ale też energię.  

Gdy jednak zapomnimy, że za daną sprawą stoi życie człowieka jest ryzyko przejścia w obojętność. Tego nikt z nas jako “klient”, by nie lubił, to nie zapominajmy o tym. 

Niekończąca się lista zadań

Jednego dnia:

  • odbierasz pismo z urzędu lub sądu,
  • kończysz opinię lub pismo,
  • prowadzisz korespondencję z klientem,
  • odpowiadasz na “małe” pytanka „bo to pilne”,
  • próbujesz rozliczać finanse,
  • uzgadniasz z zespołem podział zadań i terminy,
  • i jeszcze logujesz się do ePUAP-u, który dziś akurat nie działa. 

Nie zapominaj o innych sprawach osobistych: zdrowie, dzieci, rodzice często starsi, oczekiwania całej masy ludzi cóż my nie powinniśmy jeszcze robić… Oj lista długa.

To nie jest zwykła wielozadaniowość. To funkcjonowanie w ciągłym trybie „reakcji” lub może lepiej pasuje słowa “akcji”. Tak jak z filmu akcji, chwila ciszy i czujesz, że coś nie tak.

Trudność w wycenie pracy, której nie widać

Znasz to? Znasz problem, przewidujesz ryzyko, znajdujesz rozwiązanie — zanim klient zdąży zrozumieć, że w ogóle był poważny problem. A potem słyszysz: „To tylko godzina pracy”. 

W świecie pełnomocnika nie docenia się “prostoty”. Często ktoś komplikuje, bo nie wie, co zrobić, pisze setki stron pism, bo nie wie, co jest ważne, a co nie.  

A przecież dobre rozwiązanie problemu to często lata praktyki i z punktu widzenia klienta najlepiej, aby było proste i efektywne. Zatem czy czy każda godzina pracy jest warta tyle samo? A może raczej liczy się czasem jakość rozwiązania, a czasem czas poświęcony na sprawdzanie? Niektóre nasze sprawy wymagają sporego nakładu czasu np. przeglądanie setek stron dowodów używania znaku towarowego.  

Nieustanna aktualizacja wiedzy

Przepisy się zmieniają.
Praktyka urzędów, sądów się zmienia i czasem jest zaskakująca.
Świadomość klientów – też.

Pełnomocnik musi być na bieżąco. Od lat mam swój sytem uczenia się, wielodyscyplinarnego i lubię to, traktuję jak hobby – wymagające, ale jednak. Nie każdy jednak tak ma lub może. Dla większości ciągłe zmiany oznaczają uczenie się nocą, między sprawą a sprawą, ogromny stres.  

Odpowiedzialność, która nie kończy się z końcem dnia

Czasem sprawa nie daje spokoju.  Wraca myślami wieczorem.

Piszecie, że w sprawach IP krążą Ci po głowie wątpliwości:
– Czy doradziłam/em najlepiej?
– Czy przewidziałam/em wszystko?
– A jeśli coś przeoczyłam/em?

To nie jest tylko stres zawodowy. To stres wynikający z troski o dobro drugiego człowieka. Czy to źle nie, ale to wyczerpuje. Dodatkowo w IP każda sprawa jest w zasadzie inna, do tego spora przestrzeń na uznaniowość wyprowadzić może nawet świętego z równowagi. 

Co z tym zrobić?

Na swej drodze spotkałam przez te lata setki pełnomocników, starszych czy młodszych, pewnych siebie i tych, którzy nie ukrywają wątpliwości.  

Każdy ma swoją metody a właściwie swoistą mieszankę. Są różne metody, nie uczą ich na studiach, ale bez nich praca w zawodzie przez lata w zdrowiu, z dobrymi efektami jest moim zdaniem niemożliwa.  

Nie wiem co wybierasz, czy 

  • otwarcie mówić o tych trudnościach,
  • organizować swoją pracę z większą uważnością, inaczej się zorganizować
  • wspierać się ludźmi, nie wstydzić się pytać, prosić, dzielić, 
  • korzystać z pomocy, wsparcia, sprawdzonych systemów, narzędzi 
  • wiedzieć, że nie jesteśmy w tym sami.

Na koniec

Pełnomocnik IP też człowiek.

Nie robot, nie AI, nie maszynka do generowania opinii prawnych.
Tylko ktoś, kto każdego dnia łączy przepisy z życiem.
I naprawdę warto o tym przypominać — sobie i innym. 

Jak wyglądać może nasz dzień, pisałam na LinkedIn, ale są dni łatwiejsze i trudniejsze, jednak większość z nich dla naszych klientów jest “niewidzialna”. 

Jeśli ten tekst wywołał w Tobie jakąś refleksję — podziel się nią .Jeśli szukasz merytorycznych inspiracji, podpowiedzi, to zapisy na kalendarz adwentowy “Bezpieczna marka” są otwarte. Dla pełnomocników, prawników będzie wersja skondensowana z materiałami 1x na tydzień. Tu możesz dołączyć.

Wpis na LinkedIn

Dzień z życia pełnomocnika i o tym czego nie widać?

Godzina 4:00 rano. Dzień zaczyna się wcześniej niż większość ludzi zdąży pomyśleć o kawie.

Rozprawa w NSA dotyczy sprawy, którą prowadzimy od 2018 roku.

Znam ją doskonale, ale w stanowisku nie chodzi o powtarzanie tego, co już napisane. Chodzi o uchwycenie sedna – tego, co naprawdę ma znaczenie.

📂 Akta? Mam wszystko, co potrzebne – wygodnie poukładane:

– dokumenty,

– notatki,

– orzeczenia,

– przepisy.

Spora część w wersji elektronicznej, bo całość wymagałaby… naprawdę dużej walizki. Wszystko na rozprawę mam. To czego zapomniałam to portfela. Cóż, całe szczęście w komórce mamy już prawie wszystko:)

W pociągu – praca, widoki i dzikie zwierzęta jakby wyrwane z innego kontekstu. Dookoła cisza, wszyscy pozostali śpią. Małe spóźnienie, szybki marsz. W sądzie – nowa lokalizacja (sale rozpraw NSA przeniesione z Jasnej na Boduena!), dobrze, że jestem chwilę wcześniej. W budynku sporo ludzi, brak portfela to brak legitymacji, muszę puścić bagaż przez bramki. Przed salą znajome twarze (niespodziewanie) i dobre rozmowy.

Rozprawa: merytoryczna, rzeczowa. Czekaliśmy na nią bardzo długo.

Ogłoszenie wyroku – i wygrana (!).

Czuję radość, ulgę „dla klienta” i satysfakcję. Sporo włożyliśmy w tę sprawę pracy. Ufff – zamykamy ją bardzo pozytywnie.

A potem? Szybki marsz, kawa i coś do zjedzenia, pociąg, kolejny plik spraw do załatwienie. Dojeżdżam i tu niespodzianka. Najpiękniejszy moment: córka czeka na dworcu z różą. Tak piękną i pachnącą, że aż zapiera dech. Bez okazji, ale niespodzianka! Co za cudowny dzień.

🎯 To właśnie są kulisy, których nie widać – ale które znaczą najwięcej. Przygotowania czasem trudne, żmudne, długoletnie. Pełno dokumentów, sprawdzania, weryfikowania, rozmów. W czasie tego dnia ludzie, którzy każde miejsce są wstanie zmienić i rozświetlić swoją obecnością. Dziękuję za dzisiaj! A orzeczenie będzie ciekawe w kontekście spraw dot. opisowości znaków. Jak tylko je otrzymamy podzielę się przemyśleniami.

Jak wspieramy biznes i uczymy chronić własność intelektualną w praktyce
Jak wspieramy biznes i uczymy chronić własność intelektualną w praktyce

Już wiesz, że pełnomocnik też człowiek 🙂 Sprawdź też mój ostatni wpis: Prawda o 7 sytuacjach, które powodują, że ręce opadają

Dodaj komentarz